Mały przeciek

Ciekawej rzeczy się dowiedziałam z Wikipedii:

Układ Warszawski miał obowiązywać przez 30 lat (art. 11). 26 kwietnia 1985 roku jego ważność przedłużono o następne 20 lat, z możliwością przedłużenia o dalsze 10 lat w razie niewypowiedzenia.

Ciekawe, dlaczego nie mówiono o tym w środowisku solidarnościowo-niepodległościowym? Ale to tylko dygresja, bo nie o tym chciałam pisać.

Nasze państwo jest jak dwupiętrowy tort, a najciekawsze dzieje się w części tajnej owego tortu. Tam panuje ustrój zupełnie niewyobrażalny dla przeciętnego obywatela. Jest to ustrój terrorystyczny. Panuje tam hierarchia. Ale według stopni nie takich jak w policji czy wojsku. Najwyżej znajdują się ci, którzy zdolni są popełniać największe okrucieństwa. Ci szantażują niższe poziomy. I tak aż do samego dołu, hierarchicznie tajny aparat państwowy szantażuje i jest szantażowany.

Śnieżna kula [2] – coś z niczego

Przeciętna osoba cywilna z przeciętnie światłej rodziny reaguje na wrogie względem niej działania zwyczajnie – zgłasza na policję lub do jakiś innych państwowych stosownych władz. I tak jest na pewno na całym świecie, tak było zawsze i będzie zawsze. Jest to niezaprzeczalnie aksjomat. Gdy dzieje się człowiekowi krzywda, pierwszą myślą jest – zgłosić gdzie należy. Nie ma znaczenia, jaki w kraju panuje ustrój, czy kraj jest akurat w okresie stabilnym czy przełomowym, czy panuje wojna czy pokój. Trzeba zgłosić, bo samemu przecież nic się nie zdziała.

Nie zdziała się dlatego, że do walki z wrogiem potrzeba sił, środków i czasu. Przeciętna cywilna osoba nie dysponuje siłami, środkami ani czasem, poświęcona jest w całości sprawom osobistym typu praca, utrzymanie rodziny itp. I choćby się służby specjalne zesrały nawet, to przeciętna cywilna osoba nie może zrezygnować ze swoich osobistych obowiązków, nie może przestać zarabiać, bo przecież ma na utrzymaniu rodzinę, w tym dzieci. Jeśli osoba taka jest w rodzinie jedynym żywicielem, to tym bardziej zaniedbać swoich osobistych obowiązków nie może. Tym bardziej musi poświęcać się swoim obowiązkom osobistym, im trudniejsze są jej warunki bytowe, czyli w skrócie mówiąc:

PRACA – DOM, PRACA – DOM, PRACA – DOM

Ciemnota uważa, że praca kobiety żony i matki, to nie praca. Mężczyzna pracuje, najczęściej ciężko, wraca z pracy wykończony, natomiast kobieta w domu – jak uważa ciemnota – zbija bąki. I podobnie służby państwowe stawiające wobec obywatela wymagania ponad siły uważają, że osobiste obowiązki takiego obywatela to jakieś lekkie średniego znaczenia zajęcie. Uchylanie się od wymagań współpracy ze służbami jest traktowane jak rodzaj zbrodni.

Czterdzieści lat daję do zrozumienia, że nie mam warunków do współpracy. Nie mam warunków myśleć o niczym poza swoimi obowiązkami. Nie jestem w stanie wymyślić, czego służby ode mnie oczekują. Mam skrajnie ciężkie warunki bytowe. Czterdzieści lat daję do zrozumienia, że nie mam możliwości spełniać wymagania służb. Nikt nigdy i w żaden sposób o warunki do współpracy się nie postarał! Bicie mnie i prześladowanie niczego nie zmieniały i nie zmienią, ponieważ problemem nie jest brak woli z mojej strony, lecz warunki:

WARUNKI

Gdyby zaistniały odpowiednie warunki zamiast codziennego kieratu, wówczas mogłabym porządnie, a nie wyrywkowo i powierzchownie zastanowić się nad tym, co się wokół mnie dzieje i czego się ode mnie oczekuje. Tkwię niestety w zamkniętym kole i to służby są w stanie koło to przerwać, nie ja. Więcej powiem, całe życie starannie służby dbają o to, bym warunków bytowych umożliwiających współpracę nie miała. I to jest paranoiczna sytuacja. Trwa czterdzieści lat. Nie komunizm czy antykomunizm, terroryzm czy antyterroryzm motywują moją niechęć do służb, lecz warunki. A to z kolei stwarza dogodne możliwości dla wszelkiego rodzaju manipulantów, którzy usilnie robią coś z niczego, przypisując mi coraz to inne motywy i przynależność polityczno-strategiczną.

Rozumuję tak: żeby rozszyfrować całą skomplikowaną rzeczywistość, skomplikowaną w kraju i na świecie, muszę mieć stały dostęp do informacji oraz spokojny umysł. W tym celu muszę mieć pieniądze i warunki mieszkaniowe. Dążyłam do tego we własnym zakresie, lecz moje dążenie systematycznie torpedowano. Nasuwa się wniosek, że moja niestabilność materialno-mieszkaniowa jest czyimś zamierzonym celem. Daje temu komuś dogodność do wszelkich manipulacji, mających za zadanie przypisać moim działaniom zmyślone cele.

Jak karać

14 Jeżeli ktoś nie posłucha słów naszego listu, tego sobie zaznaczcie i nie obcujcie z nim, aby się zawstydził. 15 A nie uważajcie go za nieprzyjaciela, lecz jak brata go napominajcie!
/2 Tes 3/

9 Napisałem wam w liście, żebyście nie obcowali z rozpustnikami. 10 Nie chodzi o rozpustników tego świata w ogóle ani o chciwców i zdzierców lub bałwochwalców; musielibyście bowiem całkowicie opuścić ten świat. 11 Dlatego pisałem wam wówczas, byście nie przestawali z takim, który nazywając się bratem, w rzeczywistości jest rozpustnikiem, chciwcem, bałwochwalcą, oszczercą, pijakiem lub zdziercą. Z takim nawet nie siadajcie wspólnie do posiłku.
/1 Kor 5/

Dom

Całe życie walczę o swój dom, w znaczeniu dosłownym oraz ogniska domowego. Nie zwyczajnie zabiegam i staram się, lecz walczę. Ten osobisty mój cel jest systematycznie unicestwiany, co kiedyś nazywano prześladowaniem, a należałoby nazwać w odniesieniu do mnie i mojej rodziny wyniszczaniem. Mam przesłanie dla sprawców: puknijcie się w czoło!! Bo walcząc o swój osobisty cel walczę jednocześnie o dostęp do wiedzy na temat bieżących wydarzeń krajowych i światowych. Chcąc podjąć decyzję, jaką postawę wobec tych wydarzeń przybrać, trzeba mieć wiedzę!

TRZEBA MIEĆ WIEDZĘ!!

Przez całe życie staram się o tą wiedzę na własny koszt, uszczuplając moje dziadowskie środki utrzymania! Dziadowskie, bo celowym działaniem spychana jestem non-stop w nędzę!

NIE INWESTUJESZ, NIE WYMAGAJ!!

Kto nie chce pracować, niech też nie je! /2 Tes 3, 10/

Śnieżna kula {1}

Jak powstają wojny? Można by nawet sporządzić receptę na podstawie współczesnych czasów. Przypominam sobie, jakie było moje nastawienie do państw Europy, jeszcze przed 1989 rokiem – pozytywno-entuzjastyczne. Mijały lata, a moje nastawienie stopniowo zmieniało się. Coraz więcej wydarzeń wzbudzało moją nieufność, aż w końcu mój entuzjazm zgasł definitywnie. Nie umiała Europa stworzyć klimatu rodziny państw. Nie odczuwam komfortu z przynależności Polski do Unii, lecz niepewność, a nawet strach. Wielką obawę budzi nieustająca kampania parcia na wschód. Niesmakiem napawają mnie wieczne kłótnie i obłudne słowa zarzutów pod adresem Polski. Obłudne dlatego, bo przecież pod wpływem Europy Polska jest taka jaka jest. Politycy europejscy czepiają się nie tych akurat szczegółów, które są istotne. To, co trzeba by naprawdę zmienić w Polsce, przemilczają. Rzecz w tym, że Polska słaba bardzo Europie odpowiada. Problem, z którym ja walczę od dekad i który przyczynił się do zrujnowania życia mnie i mojej rodzinie, jest dla Unii i państw Unii tematem tabu. Problemem tym jest system bezpieczeństwa i skandaliczne praktyki popełniane przez służby europejskich państw, nie wyłączając służb Polski. Tak oto z pięknych marzeń o spokojnej Europie nie zostało nic, a powstał zaczyn wojenny.

Co to jest wolność?

Wolność jest wtedy, gdy mojej przestrzeni bronią prawa – przestrzeni psychologicznej i fizycznej. Przy założeniu – oczywiście – że te prawa nie są tylko martwą literą. Należę do społeczności, wiem, że powinnam nie być obojętna na to, co się w tej społeczności dzieje. Ale powinnam mieć w tej społeczności zagwarantowaną dla siebie przestrzeń – psychologiczną i fizyczną. Wolność nie polega na tym, że wolno mi robić, co mi się podoba. Wolno mi wszystko, ale w pewnych określonych granicach. Innym ludziom też wolno wszystko w pewnych określonych granicach, łącznie z uszanowaniem mojej przestrzeni wolności. Chcę mieć prawo do własnych poglądów, do spędzania czasu według własnego upodobania, do własnych marzeń, a nawet błędów. Okropnie źle się czuję, gdy mam wrażenie, że stapiam się ze społeczeństwem w jedną bezpostaciową masę.

obrazek

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę. /1Kor 6, 12/

Nie bądźcie więc niewolnikami ludzi. /1Kor 7, 23/

Wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko wolno, ale nie wszystko buduje. /1 Kor.10;23/

Bo dlaczego by czyjeś sumienie miało wyrokować o mojej wolności? /1Kor 10, 29/

Jak moje wiano wylądowało na śmietniku

Moi rodzice założyli mi książeczkę mieszkaniową i wpłacali na nią regularnie. Gdy osiągnęłam pełnoletniość, wkład na książeczce miał wartość mieszkania „kawalerki”. Potem poznałam przyszłego męża, urodził nam się syn. Mieszkaliśmy w mieszkaniu jego rodziców. Zlikwidowałam książeczkę licząc, że wspólnie z mężem stopniowo – jak każde małżeństwo – będziemy się dorabiać. Pieniążki z mojej książeczki wydaliśmy na ślub, urządzenie się w pokoju u teściów i na wyprawkę dla dziecka. Niestety wszystko się pokręciło, doszło do rozwodu. Wyprowadziłam się do pustostanu, który był marną „pojedynką”. Z wiana zostały mi meble.

 „Pojedynkę” zajęłam 13 grudnia 1981 r., zachęcona wypowiedzią dziennikarza z Kroniki Krakowskiej, który w trakcie jednego z programów doradzał, by Krakowianie nie mający gdzie mieszkać zajmowali pustostany, zgłaszając jednocześnie władzom Krakowa fakt. Pustostany w Krakowie istniały dlatego – jak twierdził dziennikarz – ponieważ położyli na nich łapę towarzysze z PZPR-u. Za radą dziennikarza zajęłam wspomniany pustostan, powiadamiając o tym Urząd Miasta Krakowa i prosząc jednocześnie o rozwiązanie mojego problemu mieszkaniowego. Otrzymałam odpowiedź. Urząd skierował decyzję do niższej instancji. Z decyzji wynikało, że niższa instancja ma rozważyć możliwość przyznania mi tego lub innego pomieszczenia zastępczego. Ponieważ nic w sprawie się nie działo, udałam się do Prezydenta Miasta. Solidarnościowy pan Prezydent ochrzanił mnie słowami potępienia za mój czyn zajęcia pustostanu, bo „co by to było, jak by wszyscy samowolnie zajmowali pustostany”. O skorumpowanych i obrzydliwie uprzywilejowanych partyjniakch z PZPR nie wspomniał nic.

Do Okrągłego Stołu sukcesywnie składałam podanie do Urzędu Miasta o przyznanie mi jakiegokolwiek pomieszczenia mieszkalnego. Kolejka oczekujących przesuwała się z roku na rok, tak że moje nazwisko znajdowało się co roku wyżej, aż znalazło się pewnego roku prawie u samej góry. Jakimś cudem nigdy nie przekroczyłam tego poziomu wzwyż, od którego mieszkanie należałoby mi się. Ostatecznie po Okrągłym Stole otrzymałam pismo, że władze państwowe kasują wszystkie starania obywateli o mieszkanie. Tak skończyła się historia moich starań o mieszkanie, starań według praw PRL-u. Musiałam się z pustostanu wyprowadzić.

Na tymczasem zamieszkałam z synem u matki, nie mogłam zabrać ze sobą moich mebli – nie było ich gdzie wstawić. Po czasie Urząd Miasta Krakowa opróżnił „pojedynkę” i meble zabrał do magazynu. Ponieważ długo nie odbierałam ich od Urzędu, wylądowały na śmietniku, zgodnie prawem.