Wyrzucanie na bruk

“Ustawa z 1994 roku spowodowała lawinę eksmisji sięgającą w swoim szczycie 9 tys. rocznie, co oznacza, że każdego dnia, licząc soboty i święta, co godzinę ktoś był wyrzucany z mieszkania. Nierzadko okazywało się, że na ulicę trafiały osoby niepełnosprawne, kobiety w ciąży, a nawet dzieci” – pisze Beata Siemieniako w „Reprywatyzując Polskę. Historia wielkiego przekrętu”.

„Główną autorką ustawy z 1994 roku była ówczesna minister budownictwa Barbara Blida” >>

Kościół

W latach osiemdziesiątych pierwszych, po powstaniu „Solidarności”, strasznie ważny stał się Kościół katolicki. Dla mnie było to trochę męczące, ponieważ byłam (nadal jestem) ateistką. Wszelkie zdarzenia związane z walką solidarnościowo-niepodległościową, takie jak wiece, marsze itp., zaczynały się lub kończyły mszą. Uczestniczyłam w tych mszach, ale czułam się podczas nich dziwnie. Uczestnicy mszy umieli się modlić, śpiewać kościelne pieśni, wiedzieli kiedy się klęka, kiedy wstaje – a ja nie.  Dla mnie denerwujące było to, że chcąc walczyć aktywnie o niepodległość mojej ojczyzny muszę w kościelnych obrzędach uczestniczyć. Czułam się patriotką, a podczas patriotycznych mszy byłam jak obca. Bałam się, że ktoś mnie przyłapie na tym, że nie umiem się zachować podczas mszy, i pomyśli, że jestem wtyczką SB. Podpatrywałam więc kontem oka wiernych i naśladowałam – robiłam znak krzyża wtedy kiedy oni, klękałam i mamrotałam coś udając, że znam modlitwy. Głupio, nie?

Po Okrągłym Stole najpierw w 1993 r. został zawarty Konkordat między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską, a dopiero około cztery lata później w 1997 r. uchwalono Konstytucję RP. Czy kolejność tych wydarzeń nie powinna być odwrotna?

Polscy politycy i dziennikarze

Polscy politycy to środowisko bardzo specyficzne, jedyne w swoim rodzaju. Możliwe nawet, że jedyne takie w całym świecie. Przez 30 lat polskie media przekazują wiadomości typu, co zrobił polityk X politykowi Y i jak polityk Y się odgryzł. Niektórzy ludzie angażują się emocjonalnie w te personalne rozgrywki, w większości wręcz chamskie, ale ja takie informacje kompletnie przez te 30 lat ignoruję. Nie takich informacji oczekuję od mediów – interesują mnie fakty mające wpływ na moje życie, a nie tandetne i prymitywne „gwiazdy” sceny politycznej. Za moją niechęć do czytania i oglądania wiadomości z Polski odpowiedzialni są zarówno politycy, jak i dziennikarze. Politycy i dziennikarze to dwa środowiska, które wypełniają zadanie degradowania Polski. Skąd ta moda do Polski przyszła? Skąd ta jednomyślność w dziele niszczenia mentalności Polaków? Proszę zauważyć, jak w telewizji dziennikarze w swoich programach organizują systematycznie, dzień po dniu, spotkania polityków, podczas których wylewa się jad nienawiści i chamstwa. To nas Polaków kształtuje. Kształtują nas zachowania ludzi, których nie wpuścilibyśmy do swoich domów. Goszczą w naszych domach jednak, ponieważ pieczołowicie zadbali o to dziennikarze.