„Polska umiera w trzech wymiarach” [Obserwator polityczny]

Polska umiera w trzech wymiarach: biologiczno-społecznym, ekonomicznym i kulturowo-tożsamościowym. Państwo upada, społeczeństwo się rozkłada, nie ma czegoś, co kiedyś nazywano morale, dzisiaj można to nazwać uczciwością. Upadek późniejsze celowe i chaotyczne niszczenie dziedzictwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, doprowadziło do pozbawienia nas nie tylko zdolności do akumulacji kapitału, planowania i decydowania o sobie. Przede wszystkim jednak straciliśmy technologię, kulturę, przekrzywiono duchowość, jak również zastąpiono prawdę – cynizmem, a uczciwość złodziejstwem. Nade wszystko jednak – patriotyzm zastąpiono nadęciem i pozoranctwem, albowiem patriotyzm w takim kraju jak nasz, tak położonym, z takimi sąsiadami i z takimi doświadczeniami historycznymi – musi być pragmatyczny, a nie romantyczny lub po prostu samobójczy. Niestety narzucony nam patriotyzm jest już poza wskazaną powyżej skalą. Po dodaniu do tego kultury masowej robiącej miazgę z mózgów i upośledzonej – w dużej części – religijności, tutaj po prostu nie może być dobrze.

Najpierw usłyszeliśmy, że pierwszy milion trzeba ukraść /…/

Więcej na „Obserwator polityczny”

Artykuł składa się z siedmiu części. Zgodnie z Regulaminem portalu „Obserwator Polityczny” cytuję powyżej fragment na zachętę i udostępniam poniżej poszczególne części do pobrania, w plikach pdf:

Przeczytałam wszystkie siedem części jednym tchem, i to ze zrozumieniem! Bardzo regularnie przeglądam upatrzone podstawowe portale informacyjno-dziennikarskie – same nagłówki 🙂 Tylko wybrane – bardzo wybrane – relacje czytam w całości. Ten artykuł przygwoździł moją uwagę od samego początku. Zawiera samą prawdę o Polsce. To co boli nas, Polaków, zostało tam wyrażone.

„Uwięzieni między dżumą i cholerą” [Obserwator polityczny]

Jesteśmy uwięzieni pomiędzy dżumą a cholerą, nie ma wyjścia – bez przeprowadzenia resetu, bo zanim tu będzie dobrobyt, to na pewno wydarzy się reset. Mamy zbyt potężnych wrogów, szczególnie niebezpieczni są ci, którzy udają przyjaciół i jesteśmy wobec nich bezbronni, bo nie mamy własnego ośrodka władzy i myśli państwowej. Dobra zmiana próbowała, ale nie jest możliwe do przyjęcia oparcie zmiany systemowej tylko o połowę społeczeństwa, przy jednoczesnym wykluczeniu drugiej połowy i patrzeniu w przeszłość. To największy błąd historyczny pana Jarosława Kaczyńskiego, nie wiemy czy go nie dostrzega, czy woli go nie dostrzegać? Może nie jest w stanie myśleć wbrew schematom, które głosi jego własna propaganda? Jednakże stworzenie systemu, w którym służy się mniej więcej połowie społeczeństwa i do niej się odwołuje, to jest scenariusz podziału, prowadzący w końcu do wojny domowej, a nawet jeżeli nie, to do wewnętrznego gnicia i psucia się od środka. Wielu będzie się cieszyć, jeżeli gangrena wzajemnej nienawiści będzie nas toczyć. Szybko pojawią się tożsamości zastępcze, pozwalające Polakom, na coś bardziej perfidnego, niż słynna „emigracja wewnętrzna”, bo na zmianę tożsamości z narodowej lub chociaż zorientowanej państwowo, na inną.

Więcej na „Obserwator polityczny” – część I i część II

Bardzo interesujący artykuł w całości. Na zachętę wybrałam fragment z drugiej części, z uwagi na treści, które tu pogrubiłam. Po Okrągłym Stole od razu stało się widoczne wprowadzanie metody „dziel i rządź” – mimo, że „Solidarność” poparło całe społeczeństwo , zaczęto budować III RP od podziału władzy pod hasłem „Wasz prezydent, nasz premier” WIKIPEDIA. W następnych latach stopniowo ubożała część społeczeństwa. Dostrzegłam w tym podstępny zamiar. Ubożenie części społeczeństwa nie było to zwykłe ubożenie wynikające z trudności gospodarczych spowodowanych przekształceniami ustrojowymi. Wdrożono bowiem mechanizmy wcale nie gospodarcze, skutkiem których ludzie stawali się coraz biedniejsi. Zaistnienie nowej warstwy społecznej – nędzarzy – jakiej za komuny nie było, miało ogrywać rolę szantażu wobec pozostałej części społeczeństwa, a w szczególności wobec ludzi w służbach państwowych i wszelkich specjalnych. Nikt przecież nie chce zostać strącony z wygodnego stanowiska na margines, w środowisko potępieńców, gdzie bezrobocie i brak perspektyw, głód, nędza i zgrzytanie zębów.

W związku z przejściem z komunizmu na kapitalizm, wprowadzono system zabezpieczenia społecznego na wypadek bezrobocia, czyli zasiłki dla bezrobotnych. Po krótkim czasie władza państwowa ustaliła, że zasiłek taki należy się wyłącznie przez pół roku. Uznałam, że to niewyobrażąlna groza, bo jakże można skazywać ludzi na całkowity brak środków utrzymania! Przecież to nie ludzi wina, że brakuje pracy! Potem się okazało, że osobom bez prawa do zasiłu dla bezrobotnych należy się zasiłek z MOPS-u. Nie mogłam pojąć, jaka to różnica dla budżetu państwa, w którym okienku pobieram zasiłek: czy w Urzędzie Pracy, czy w Opiece Społecznej. Była różnica – okazało się. Polegała na zdegradowaniu obywatela ze statusu bezrobotnego do statusu żebraka.

Gdy znalazłam się na bezrobociu, bo naszą dużą firmę zlikwidowano, przez pierwsze miesiące staliśmy po zasiłek w Urzędzie Pracy stłoczeni ciasno jak śledzie w beczce. Stali ludzie w różnym wieku, wśród nas matki z dziećmi, nawet i z niemowlętami. Było duszno, kolejka do okienek zawijała się jak ślimak, a działały tylko okienka dwa, mimo, że było ich cztery czy nawet pięć. Czy nie można było otworzyć wszystkich okienek? Gdy po sześciu miesiącach straciłam prawo do zasiłku dla bezrobotnych, zaczęłam strać się o zasiłek w Opiece Społecznej. Miesiąc w miesiąc musiałam przejść poniżającą procedurę, polegającą na składaniu przed pracownikiem MOPS-u zeznań na temat mojego stanu materialnego i rodzinnego. Ile mam dzieci, ilu członków liczy moja rodzina, ile poszczególni członkowie rodziny zarabiają, czy ja albo członkowie mojej rodziny posiadają jakieś zasoby materialne. Czy jestem zdrowa, czy w rodzinie panuje jakaś patologia. Wywiad odbywał się w miejscu mojego zamieszkania, opiekunka musiała bowiem naocznie sprawdzić sytuację. Prawda, że jest różnica między statusem bezrobotnego, a petenta Opieki Społecznej? Dla ludzi, którzy za komuny czuli się jak obywatele, nagłe sprowadzenie ich do poziomu bydła, było ogromnym szokiem.

A tu skutki głodowego zasiłku, „Bieda jest droga”

Do MOPS-u po zasiłek przychodzili także różnego rodzaju degeneraci, głównie alkoholicy, którzy prosto po otrzymaniu zasiłku wędrowali do sklepu monopolowego. Pamiętam, jak kiedyś na sali, gdzie wydawano obiady dla najuboższych, kompletnie spita baba niosąc talerz ze swoją zupką wywaliła się tuż pod ladą. Potem ktoś mi opowiedział, że mieszka w domu z dwoma facetami, że stale są tam bójki, a wcześniej odsiedziała wyrok w więzieniu, bo podobno zabiła własnego męża. Tak oto wyglądała moja nowa warstwa społeczna, do której zepchnięto mnie po utracie prawa do zasiłku dla bezrobotnych

Po pewnym czasie „dobra” władza wprowadziła zmianę, skutkiem której pieniądze nie są już i aż do dziś wypłacane podopiecznym do rąk, lecz przekazywane bezpośrednio a to na gaz, a to na prąd lub/i na czynsz. Ubezwłasnowolnienie…

Czy ja wyglądam jak piłeczka ping-pongowa??!!

Próbowałam nastawić się pozytywnie do Unii Europejskiej. Wczułam się w rolę, a podczas rozmów, czytając prasę, a także samotnie rozmyślając, brałam – lojalnie – stronę Unii Europejskiej. Wszystko co zasługiwało na krytykę bagatelizowałam uważając, że to nieistotny detal i że z czasem szczegóły zostaną w Unii dopracowane. Ciekawe, że czując się ufną proeuropejką automatycznie zaczęłam odczuwać niechęć, a nawet chwilami wrogość do Stanów Zjednoczonych. Gdy w tej roli doszłam to punktu absurdu, bo przecież Unia względem Polski jest niczym innym jak tylko agresorem, spróbowałam roli zagorzałego zwolennika USA. Moja empatia dla Unii Europejskiej zamieniła się w empatię dla USA, a wrogość do Unii Europejskiej. Trwało to jakiś czas, do chwili wygłoszenia przemówienia przez prezydenta Bidena w Genewie, podczas spotkania z prezydentem Putinem, co stało się punktem absurdu dla tej z kolei roli.

Teraz, natrafiając w prasie na różne analizy dotyczące Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, rozmaite proroctwa na temat przewidywanych ruchów strategicznych i politycznych obu tych światowych sił, myślę sobie: po co oni (dziennikarze i analitycy) tak się męczą, przecież najważniejszy dla nas Polaków jest fakt, że obie te siły mają nas – wyrażając się po literacku – w nosie. A całe „skomplikowanie” działań obu tych sił w skali świata sprowadza się do jednego: atakowanie Rosji. Gdyby powiedział to przedstawiciel Rosji, zaraz podniosłaby się wrzawa, że Rosja cierpi na fobię i egocentryzm.

Nic się nie da zrobić!

Groźnie to wygląda, że wojska rosyjskie kumulują się przy granicy Ukrainy. Tak się zastanawiam nad światem naszym całym, nad ludzkością w ogóle i rządami wszelkich państw. To jakieś fatum! Wojna to sposób na wszystko! I nie ma na to siły! Nie ma na to siły, sprawdziłam osobiście. Usiłowałam mianowicie osiągnąć cel metodami demokratycznymi i prawnymi. Usiłowałam powiadomić stosowne władze o makabrycznych praktykach popełnianych przy użyciu bardzo groźnej, stosunkowo nowej broni, którą da się zastosować nawet jako broń masowego rażenia. Pisząc rozbudowane elaboraty alarmowałam z uwagi na mój kraj, z uwagi na ludzkość generalnie, ale też z uwagi na siebie samą, jako ofiarę wspomnianych praktyk. Przebyłam w tym celu całą drogę demokratyczną i prawną, od najniższego szczebla władzy, poprzez polski rząd, Trybunał w Strasburgu, aż po ONZ. Demokracja, demokracja, demokracja. Prawo, prawo, prawo. Sto razy na dzień słyszymy te dwa słowa z ust polityków Zachodu, w tym oczywiście Stanów Zjednoczonych i oczywiście Polski. I co? I nic! Demokratyczne metody w tym świecie po prostu NIE DZIAŁAJĄ!

obrazek

ps. Oprócz wymienionych powyżej instytucji, moje powiadomienia w forme już o wiele mniej rozwiniętych elaboratów otrzymali wyrywkowo różni dziennikarze i niektórzy politycy. Wobec braku jakiejkolwiek odpowiedzi i próby nawiązania ze mną kontaktu w temacie, jaki opisywałam, wkurzyłam się i wysłałam identyczne opracowania do każdego w Polsce wojewódzkiego Urzędu Ochrony Państwa (gdy jeszcze istniał). Też nic!

Totalna zmowa milczenia umożliwiła zrealizowanie planu opisanego w tym artykule: „Bezdroża polskiej prywatyzacji”

Cytat na dziś

7 Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki. 8 Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. 9 Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie! Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć.
/1 Kor 7/

„Szef MSZ Zbigniew Rau wyraził oburzenie 'drakońskim’ wyrokiem dla Siarhieja Cichanouskiego” [polsatnews]

„Przyjmuję z oburzeniem dzisiejsze drakońskie wyroki kilkunastu lat więzienia dla Siarhieja Cichanowskiego i pięciu innych osób – Ihara Łosika, Mikałaja Statkiewicza, Władimia Cyganowicza, Artioma Szakowa, Dymitra Popowa” – napisał na Twitterze szef polskiej dyplomacji.

Dodał, że niewinni ludzie, którzy pragną godnego życia dla swojego narodu są traktowani jak najgroźniejsi przestępcy. – To pogarda wobec człowieka i jego godności, pogarda wobec białoruskiego narodu – podkreślił Rau.

polsatnews.pl

Moim zdaniem, wyroki te adresowane są do Zachodu. Odczytuję je jako „NIE” dla zachodnich apodyktycznych wpływów i wszelkich form agresji. Popieram.

„Bix Aliu przypomina wsparcie prezydenta Reagana dla Polaków po wprowadzeniu stanu wojennego” [PAP]

„My ludzie Wolnego Świata jednoczymy się z naszymi polskimi braćmi i siostrami. Ich sprawa jest nasza, a nasze modlitwy i nadzieje kierujemy do nich w te święta Bożego Narodzenia” – deklarował Reagan.

W swym wystąpieniu wspominał też spotkanie z ówczesnym ambasadorem Polski w USA, który – jak podkreślił – „w proteście przeciwko represjonowaniu swojej ojczyzny, szukał azylu” w jego kraju.

PAP

Ambasador Spasowski uznał widocznie, że lepiej protestować tam gdzie bezpiecznie.

Wyspa Świętej Heleny

Już podczas pierwszych lat „Solidarności” mówiło się, że dla Zachodu stanowimy tylko rynek zbytu. Teraz już widać, że nie tylko rynek zbytu, bo także terytorium dla ekspansji ich firm – dotyczy to głównie towarów i firm europejskich. Tylko po co Stany Zjednoczone wszystko to firmowały?? A teraz jest Unia Europejska i problem jak z Napoleonem.

Antykomunistyczni komuniści

Za czasów PRL-u byłam neutralna politycznie. Byłam neutralna, ponieważ miałam jeszcze zbyt mało lat. Nie bywałam ani w środowisku ludzi partyjnych, ani służb aparatu bezpieczeństwa. Zupełnie nie miałam wyobrażenia, co się wewnątrz tych obu struktur dzieje. Dziesiątki lat usiłuję rozgryźć, jakie tajemnice rozgrywały się w tamtych ścisłych środowiskach peerelu. I doszłam ostatecznie do wniosku, że tam na pewno istniało to, co nazywamy do dziś antykomunizmem. Czyli antykomuniści istnieli zarówno w środowiskach  peerelowskiego aparatu, jak i wśród ludności zwykłej. Gdzie więc – skoro byłam politycznie neutralna – powinnam szukać swojego wroga, tego, który uczepił się mnie, a potem mojej rodziny? Wśród komunistów antykomunistycznych czy komunistycznych?

Doszłam też do wniosku, że bardziej niż naród obalenia ustroju komunistycznego chcieli „oligarchowie” PZPR-owscy, dysponujący majątkiem nieuczciwie uzyskanym, willami itp. Mimo majątków czuli się jak ubodzy krewni względem bogaczy Zachodu. To ich – przypuszczam – bolało. I skoro byłam neutralna, to czy wróg mój krył się wśród tych PZPR-owskich nieuczciwych dorobkiewiczów antykomunistów, czy wśród ich przeciwników? Skoro Zachód inicjował i wspierał – jak wiadomo – antykomunizm, to znaczy że wspierał też komunistów antykomunistycznych.

Gdzie jest mój wróg?!!